KĄCIK PUBLICYSTYCZNY PDF Drukuj Email
Wpisany przez KH   
czwartek, 04 października 2012 07:07

 

Z wizytą w „Nowościach”

nowosci1

  O tym, że 13. 11 br. trzy uczennice naszej szkoły uczęszczające na zajęcia „ABC dziennikarstwa” w MDK-u wybrały się z grupą do toruńskiego oddziału „Nowosci” i co z tego wynikło…

 

 Grupa była 9-osobowa. Imienia naszego przewodnika niestety nie pamiętam*. Na dobry początek zmarzliśmy trochę na zewnątrz, ponieważ nie wiedzieliśmy, jak otworzyć drzwi. Po paru minutach pan przewodnik wpuścił nas do środka. Wszyscy się przywitali i zostaliśmy zaprowadzeni na klatkę schodową, która na pewno nie była stworzona dla osób klaustrofobicznych. Na 1. piętrze przeszliśmy przez wąski korytarz – wąski był przez biurko zastawiające 3/4 korytarza- który miał interesujący obrazek na tablicy korkowej, ale o nim wspomnę troszkę później.  Następnie pan przewodnik wytłumaczył nam, kto zajmuje ten pokój. Długo tam nie postaliśmy i poszliśmy piętro wyżej. Tu pracowali reporterzy. Nie było ich tam, niestety. Przewodnik wytłumaczył nam, że to nawet lepiej, ponieważ muszą biegać po mieście i szukać tematów, a nie siedzieć i popijać kawę. Dwa pokoje dalej dwie inne osoby pracowaly w skupieniu, ale nie zostało nam wytłumaczone, czy oni również są reporterami (zdjęcie poniżej).

nowosci2

Następnie przedostaliśmy się po obitych schodach na kolejne piętro. Znaleźliśmy się w pokoju z czterema  montażystami. Zajmowali się oni obrabianiem i poprawianiem stron do kolejnego wydania gazety. Nasz przewodnik usiadł. Po wprowadzeniu nas sobie, zaczął nam pokazywać program, w którym obrabiano strony. Niestety, jego nazwy nie pamiętam. Następnie pokazał, jak wstawiać zdjęcia, zmieniać tekst, jak zapisywać pliki. Zobaczyliśmy też bibliotekę zdjęć i dowiedzieliśmy się, co każdy kolor oznacza. Jeśli zdjęcie było na żółtym tle, oznaczało to, że było już kiedyś użyte, zaś kiedy było na tle czerwonym - było użyte niedawno. Oznaczało to, że trzeba z takim zdjęciem uważać i nie wstawiać go zbyt szybko znowu. Po objaśnieniu  całej magii funkcjonowania gazety, zobaczyliśmy sklejkę - czyli po prostu czasopisma z całego miesiąca danego roku, sklejone w jedną wielką książkę. Dowiedzieliśmy się, iż gazety nie były kiedyś tak ułożone jak dziś – nie było wiadomo,  które zdjęcie należy do którego artykułu, który artykuł jest najważniejszy. W „Nowościach” nie zmieniło się tylko jedno – tytuł, sami sprawdzaliśmy, czy wszędzie jest ten sam.  Poniżej widzimy zdjęcia  sklejki.

nowosci3

 

nowosci4

Gdzieś po drodze w redakcji zauważyłam mini-komiks z 3 panelami. Na pierwszym mężczyzna patrzy się na chłopczyka i pyta: „Dlaczego jesteś smutny?” Na to chłopiec po prostu odpowiada: „Jestem z Bydgoszczy.” I wtedy przytulają się.

Cha, cha, widać, jak bardzo któryś z pracowników lubi kawały o Bydgoszczy, a przecież wiadomo powszechnie, że nie po pochodzeniu powinno oceniać się człowieka ;-)

Ola Maćkowska, kl. IB

 

 

Rynna poetycka
Tak niecodziennie nazywa się konkurs poetycki zorganizowany przez VIII Liceum Ogólnokształcące w Toruniu. 21 listopada gościłyśmy na rozdaniu nagród w tym konkursie, gdyż Wiktoria Semenow (IIIC) i Zuzia Kloc-Połukord (IIIB) zdobyły w nim I i II miejsce. 
Dziewczynom serdecznie gratulujemy i dziękujemy, że zechciały podzielić się z nami swoją twórczością.


***

Przebudziłam się.

Nic nie pamiętam.

Widzę tylko Ciebie, śpiącego przy moim łóżku.

Trzymasz mnie za rękę i czekasz, aż się przebudzę ze snu wiecznego.

Udało się, lecz teraz ja muszę czekać, aż ty się zbudzisz.

Jestem cierpliwa.

Wytrzymam.

 

***

Pamiętam cię.

Pokochałeś mnie.

Czułam się wyjątkowa.

Niewinna.

Zdradziłeś mnie.

Oszukałeś.

Zraniłeś.

Obiecałeś, że tego nie zrobisz.

Zabiłeś mnie spojrzeniem.

Zabrałeś mi niewinność.

Moją wyjątkowość.

Już nie istnieję.

Zniknęłam.

 

***

Od początku zbliża się nieubłagalnymi krokami.

Coraz mocniej czuję jej zimno  na moim karku...

Tylko czeka na moje potknięcie, a ja nie mam siły iść dalej.

Zegar zaczyna tykać coraz głośniej.

Słyszę śmiech,

Śmiech, który nie opuści mnie aż do śmierci,

Śmiech, z którym się spotkam,

Który poznam i któremu spojrzę w oczy,

Śmiech śmierci trzymającej zegar,

Którego wskazówka zbliża się do mojej ostatniej godziny, minuty, sekundy...

Zuzanna Kloc – Połukord, kl. IIIB

 

***

Biel śniegu na niej się rozkłada

Czerń węgla na nim

W jej oczach niepewność

W jego zaś radość złota

W jej ciele napięcie

A w jego swoboda

Ach, to kobiece serce…

***

Czy słyszysz jak krzyczę?

Czy widzisz ból w moich oczach?

Nie słyszysz – ja bezgłośnie krzyczę

Nie widzisz – uczucia są niewidoczne dla twych oczu

Nie martw się

Już znikam

Już mnie nie zobaczysz

***

dwa centymetry

a tak daleko

dwa codzienne słowa

a tak obce

dwa ważne dźwięki

a nadal tak niesłyszalne

i te dwa kroki nawzajem zwrócone

…. tak niezauważalne


Wiktoria Semenow, kl. IIIC

 

Co czuje piłka do koszykówki przy odbijaniu?

Co czuje piłka do koszykówki przy odbijaniu? To pytanie dręczy naukowców od wieków. Wiele lat szukano na nie odpowiedzi. Postanowiłem dokładnie zbadac uczucia piłki.

 Wyniki moich badań i doświadczeń były zaskakujące. Doświadczenia potwierdzają, że przedmiot do gry w koszykówkę posiada tylko jedno uczucie. Jest to ból. Wielokrotne testy pokazują nam zmianę kształtu piłki przy zderzeniu z parkietem. Obiekt naszych badań doznaje wtedy bólu. To, jak mocno piłka odczuje uderzenie, zależy od tego, kto ją odbijał. Jeśli przedmiot został uderzony z maksymalną mocą Glusonka, nie odczuje większego bólu. Jeżeli został on uderzony z lekką siłą Kobisia, piłka ucierpi bardzo mocno. Na podstawie doświadczeń dowiedzieliśmy się również o śmierci przedmiotu. Występuje to w przypadku uderzenia z największą siła Kobisia. Jest to równoznaczne ze śmiercią piłki. Ból jakiego doznaje, można porównac do upadku z czwartego piętra.

 Do badań i doświadczeń używałem wstrząsometru  i uczuciometru. Dzięki temu pierwszemu mogłem ustalic moc uderzenia, zaś uczuciometr wykazywał stopień bólu. Wykorzystywałem też zmęczonometr, który miał mierzyc zmęczenie piłki, lecz nie wykazał nic. Oznacza to, że obiekt badań nie czuje zmęczenia.

 Podejrzewa się, że piłka przez wiele lat ewoluowała. Jednak potrzeba dużo czasu, aby dostrzec znaczące zmiany. Wiadomo, że ewolucja trwa, a jej skutki będą badac nasi potomkowie.

Jakub Jagodziński, ID

 


 Od korzenia aż po ślub  

Dawno temu, za górami, za lasami, za rzekami, jak to w bajkach bywa, znajdował się las. Nie był to jednak taki zwykły las, rosnące w nim drzewa…żyły!  A stało się tak dlatego, że  pewna wróżka kiedyś znalazła różdżkę, a że była niezbyt doświadczona,  jej czary skończyły się tym, że drzewa ożyły. Na początku drzewa były bardzo uradowane faktem, że mogą ze sobą rozmawiać, czuć, a nawet delikatnie się poruszać.  Czarodziejka powiedziała im, że ludzie będą odbierać je jak zwykłe drzewa. Nie będą widzieć ich ruchów, ani słyszeć ich mowy. Niemądre  rośliny stwierdziły, że to dobrze, bo ludzie nie będą robić z nich widowiska. Wróżka, która przez przypadek podarowała życie drzewom, przepowiedziała, że te niedługo  odczują przekleństwo tego czaru. 

Na początku wszystko układało się wspaniale, drzewa żyły swoim życiem, ludzie przychodzili do lasu na spacery, zbierali kwiaty i grzyby. Niestety przyszedł dzień, w którym wszystko się zmieniło, do lasu przyszło ośmiu mężczyzn... z toporami i piłami. Mieszkańcom lasu od razu otworzyły się oczy. Jednak było już za późno. Drzewa, które przyjaźniły się ze sobą, a nawet kochały, musiały się rozstać, na zawsze… 

Żyjąc tak przez dekady w szczęściu, ale i w strachu, drzewa zdążyły oswoić się z myślą, że kiedyś mogą stracić kogoś bliskiego. I tak pewnego dnia wyrosło drzewko wyjątkowo nieśmiałe o imieniu Otto . Mało bawiło się z innymi, trudno nawiązywało kontakty. Dlatego, kiedy poznało wyjątkowo miłą dziewczynkę-drzewo Klarę, od razu zrodziła się między nimi przyjaźń, a później miłość. Były to najszczęśliwsze istoty w lesie. Jednak nic nie trwa wiecznie. Gdy do lasu przyszli drwale, ścięto oboje. 

 Trafili do tartaku i tam zostali rozdzieleni. Klara została przydzielona na produkcję zabawek, a Otto na meble. I tak w smutku czekali na swój los. Drzewko-dziewczynka po pocięciu i wygładzeniu trafiło do fabryki zabawek. Były to wielkie hale, w których mieściły się ogromne przerażające maszyny. Szczęściem w nieszczęściu Klary okazało się, że jej drewniane ciałko trafiło w ręce starszego rzeźbiarza, który chciał nauczyć fachu swojego wnuka. Obchodził się z nią delikatnie i z wyczuciem. Po kilku godzinach Klara stała się piękną lalką. Została zapakowana w ozdobne różowe pudełko, i nic już nie widziała. Po jakimś czasie zaczęła czuć wstrząsy. Wydawało jej się że jedzie wozem, i… miała rację. Po kilkunastu minutach ktoś otworzył pudło. Była to dziesięcioletnia dziewczynka. Miała różową sukienkę z wieloma halkami, blond loki i niebieskie oczy. Wyglądała jak laleczka. Okazało się że była to córka burmistrza miasta o imieniu Anna, a Klara była zamówieniem. Młoda panna dała jej na imię Agata. Drzewko krzyczało, że ma na imię Klara, ale dziewczę jej nie słyszało. Anna bawiła nią się kilka godzin, po czym gdzieś poszła. Wtedy Klara miała chwilę, aby rozejrzeć się po pokoju. Było tam więcej lalek, lecz żadna nie pochodziła z zaczarowanego lasu, więc nie można było z nimi porozmawiać. Jednak nagle zza szafki wyszła jedna z nich. Wyglądała na zrobioną już jakiś czas temu, jej strój był poplamiony, a drewniana buźka  brudna. Przywitała się z Agatą, jednak była dość nieprzyjemna i nie wyglądała na przyjazną, rozmowa była krótka i oschła. Powiedziała, że nie potrzebuje dodatkowej  konkurencji, do tej pory to ona była ulubienicom Anny i chce, aby tak dalej zostało . Zagroziła, że jeśli Klara sama się nie wyniesie, to już ona jej pokaże. Nasza bohaterka wystraszyła się, ale nie mogła się poddać, przecież musiała odnaleźć Otta. Wtedy do pokoju weszła jej właścicielka i bawiła się do wieczora, a później położyła się z nią spać. W nocy Klara rozmyślała o sytuacji, w której się znalazła, o nowo poznanej lalce, a przede wszystkim o swoim ukochanym. Zastanawiała się, co się z nim dzieje, jak go odnaleźć. Bardzo za nim tęskniła. 

Następnego dnia Marcelina ( bo tak miała na imię zła lala) zaczęła realizować swój plan. Strasznie dokuczała Klarze. Krzyczała na nią, zrzucała z wysokości, oblewała ją wodą i robiła jej inne przykrości. Raz nawet wypchnęła ją przez okno, ale na szczęście Anna ją znalazła. Tak mijały dni, a Klara miała coraz mniej siły, myślała o ucieczce, ale nie wiedziała, co mogłaby zrobić potem, dlatego żyła w strachu i niepewności. Pewnego dnia, wieczorem, gdy cała rodzina siedziała przy kominku i rozmawiała, nikt nie zauważył, że Marcelina pchnęła Klarę w stronę ognia. Sukienka zajęła się płomieniami. Tata Anny szybko polał zabawkę wodą, szczęśliwie ratując drewnianą lalkę. To wydarzenie ostatecznie pomogło Klarze podjąć ważną decyzję o odnalezieniu Otta. 

W nocy, kiedy wszyscy usnęli, laleczka otuliła się swoim małym kocykiem i przez otwarte okno wyruszyła w podróż. Wiedziała, że musi udać się do tartaku, w którym powstała, bo tam ostatni raz widziała się z kochanym drzewem. Noc była bardzo ciemna, a dziewczynka nie wiedziała, w jakim kierunku iść. Serce podpowiadało jej drogę, jakby wiedziało więcej od niej. Szła za tym głosem. Droga wiodła przez las, niestety drzewa  nie mówiły ani słowa, nie było kogo poprosić o pomoc. Lalka co chwilę przewracała się o korzenie, jej kocyk cały się podarł, musiała go porzucić, czuła coraz większe zimno i strach. 

Nagle usłyszała w tej przenikliwej ciszy jakiś szelest, szybko przywarła do drzewa, żeby jak najmniej było ją widać. Ktoś czaił się w pobliżu. Z pobliskich zarośli wyskoczyła czarna postać krocząca na czterech łapach w kierunku dziewczynki. Serce jej zamarło, zamknęła oczy z przerażenia. Na twarzy poczuła ciepły oddech i poczuła, że ktoś liże jej twarz. Powoli otworzyła oczy i zobaczyła przed sobą przyjazną mordę psa, który- widać było, że bardzo chętnie by się z nią pobawił. Odetchnęła z ulgą i pomyślała, że jej nowy kudłaty przyjaciel pomoże jej odnaleźć drogę do ludzi, a może nawet do tartaku. Przemówiła do psa i o dziwo on ją zrozumiał. Przedstawiła się, pies również, wabił się Szczęściarz. To był dobry znak, Klara opowiedziała mu swoją historię i poprosiła, żeby wyprowadził ją z lasu. Pies powiedział, że nie tylko wyprowadzi ją z lasu, ale wskaże drogę do domu,  gdzie będzie mogła się wyspać i dalej szukać swojego przyjaciela. Ruszyli niezwłocznie. 

Doszli do zabudowań i przez dziurę w płocie weszli na podwórko, skierowali się od razu do psiej budy, gdzie Klara mogła się przespać, Szczęściarz pilnował jej. O poranku wszystko napawało dziewczynkę optymizmem, była wypoczęta, pozbyła się swojego dręczyciela Marceliny i miała nadzieję na znalezienie Otta. Nagle ktoś ją złapał i podniósł do góry, od razu poznała twarz swojego twórcy, stary rzeźbiarz zaśmiał się i powiedział : „Jak Ty się tu znalazłaś moja śliczna laleczko, chyba poszukujesz swojego drewnianego przyjaciela?” Oczy Klary zaszkliły się -  skąd ten człowiek wiedział o jej poszukiwaniach? Serce waliło jej jak oszalałe. Mężczyzna zabrał ją do domu, posadził na krześle i zniknął. Do izby wbiegł wesoły chłopak, trzymając w ręku drewnianą lalkę w koszuli i spodenkach, posadził drewnianego chłopca obok Klary. Teraz wszystko działo się błyskawicznie, lalki oślepił silny blask, pojawiła się wróżka i powiedziała, że taką miłość trzeba wynagrodzić. Zapanowała ciemność i cisza. 

Oczy Klary powoli zaczęły się otwierać, czuła jednocześnie strach i ciekawość. To, co zobaczyła, przerosło jej oczekiwania, nie była już z drewna, stała się zwykłą dziewczyną, co więcej-obok  ujrzała Otta, który również nie był drewniany, ale całkowicie ludzki. Radości i szczęścia nie było końca. Stary rzeźbiarz i jego wnuk powitali swoich nowych gości, urządzili im ucztę i zaproponowali, że mogą u nich zamieszkać, bo chłopcu brak opiekunów. 

Wyprawiono młodym huczne weselisko, a rzeźbiarz i jego wnuczek stali się ich rodziną. Często młodzi odwiedzają swój ożywiony las, tam odpoczywają i rozmawiają ze swoimi przyjaciółmi drzewami.

Agnieszka Strzelecka, klasa IIA

 

Krzesiwo  inaczej

Był raz sobie pewien dzielny żołnierzyk. Kiedyś, wracając do swojego domu, spotkał  brzydką, starą Wiedźmę z wielkimi zębami, która powiedziała do niego:

-Witaj żołnierzyku, zapewne jesteś  bardzo dzielny i niestraszne ci nic, czy mógłbyś coś dla mnie zrobić?

-Tobie też ślę pozdrowienia, stara Wiedźmo, oczywiście że nie boję się niczego, jestem przecież żołnierzem!

Ucieszywszy się z tego, Wiedźma powiedziała żołnierzykowi, co ma zrobić, a ona sowicie go wynagrodzi.

-Obwiążę cię liną i wejdziesz do środka tego wielkiego drzewa. Na dole świeci się tysiąc lamp oraz znajduje się tam troje drzwi, jeśli przejdziesz przez pierwsze, dostrzeżesz małe pomieszczenie, w którym znajduje się skrzynia, a na niej siedzi ogar o oczach dużych jak filiżanki, ale nie przejmuj się tym, ino posadź go na moim fartuchu, który zaraz dostaniesz, otworzysz kufer i możesz sobie wziąć tyle miedziaków, ile tylko możesz udźwignąć, zaś za… -Tak, tak, tak, wszystko rozumiem…

-Cicho nicponiu, bo nie skończyłam! Za drugimi drzwiami znajdziesz tę samą izdebkę, tylko że kufra strzeże w niej pies o oczach wielkich jak młyńskie koła, jest w niej tyle srebra ile możesz tylko sobie wymarzyć...

-Czy to wszystko?

-Czy ty musisz się tak niecierpliwić? Jeszcze raz mi przerwiesz i z umowy nici. Za ostatnimi trzecimi drzwiami znajdziesz to samo pomieszczenie, gdzie kuferka strzeże psisko o oczach ogromnych jak Okrągła Wieża w Kopenhadze. Zrobisz z nim to samo, co z poprzednimi dwoma, a będziesz miał tyle złota ile tylko zapragniesz. Teraz to już naprawdę wszystko.

Wypowiedziawszy te słowa, Wiedźma obwiązała żołnierzyka liną i opuściła go delikatnie na dno drzewa. Zgodnie z tym, co powiedziała, jego oczom ukazał się niesamowity widok- wnętrze drzewa oświetlone tysiącem lamp. Ocknąwszy się z zachwytu, doskoczył do pierwszych drzwi, otworzył je szybko i zrobił tak, jak wiedźma kazała. Po wyjściu kieszenie miał całe zapełnione miedziakami. Odstawiwszy psa, zamknął za sobą drzwi i wszedł do pokoju następnego. Tym razem widok psa zrobił na nim ogromne wrażenie- stał przed nim wielki ogar z oczami jak młyńskie koła.

-Spokojnie kolego, nic ci nie zrobię- powiedział do psa, ale bardziej po to, aby dodać sobie otuchy.

Posadziwszy psa na kocu, zabrał ze skrzyni tyle srebrnych szylingów, ile zmieścił w spodniach oraz kieszeniach. Postawił psa na skrzyni i już myślał, jak może wyglądać pies o oczach jak Okrągła Wieża. Otwierając drzwi, oniemiał ze zdumienia. Pies był monstrualnych rozmiarów, ale że żołnierzyk był bardzo odważny, zrobił to, co kazała mu Wiedźma, następnie nabrał tyle złota, ile tylko mógł. Zapełnił nim czapkę, spodnie oraz kieszenie, wyrzucając miedziaki i srebrne szylingi. Wyszedł z pokoju i pociągnął za sznurek, wtem głowa wiedźmy pokazała się u wylotu drzewa i zakrzyknęła:

-A masz już krzesiwo?

-Co znowu za krzesiwo?

-Ty hultaju, przez ciebie zapomniałam ci powiedzieć, że masz przynieść mi krzesiwo, które zostawiła tu moja babka, kiedy ostatnio tu była- zdenerwowała się Wiedźma.

Wytłumaczywszy, jak wygląda owe krzesiwo, żołnierzyk ruszył na poszukiwania. Niewiele czasu minęło, kiedy ponownie pociągnął za sznurek.

-Masz?

-Mam.

Po wciągnięciu na górę żołnierzyk zapytał ją, do czego potrzebne  jest krzesiwo, ale że nie chciała wyjawić tajemnicy, uciął jej głowę szablą i ruszył dalej, bogaty i z krzesiwem.  Dotarłszy do Hagi, zaczął wydawać pieniądze, jakby nie miało być jutra. Miał przyjaciół, luksusowe mieszkanie, świetne i drogie ciuchy, ale nadszedł dzień, kiedy wszystko się skończyło. Pieniądze zostały wydane, zabrano mu mieszkanie, opuścili go „przyjaciele”. Mieszkał na ciemnym poddaszu. Pewnej nocy chciał zapalić ogarek świeczki, ale jego stare krzesiwko już się zużyło, nie miał nic innego do rozpalenia ognia, oprócz „tego” krzesiwa. Uderzył raz i przed nim zamiast płomienia pojawił się pies, który wydał mu się znajomy. Po pewnym czasie rozpoznał w nim psa Wiedźmy, pomyślał co się stanie jak stuknie nim jeszcze raz. Po chwili pojawił się drugi pies, ten z oczami wielkimi jak młyńskie koła. Wiedział, co się stanie, jeśli uderzy nim jeszcze raz, dlatego nie próbował, ponieważ nie chciał zniszczyć dachu nad głową. Następnego dnia przechadzał się po rynku. Dostrzegł pośród tłumu piękną księżniczkę, zapragnął, aby była jego, ale za swoją zuchwałość został zamknięty w więzieniu i powiedziano mu, że następnego dnia rano zawiśnie. Bez strachu sięgnął on do swej kieszeni, gdzie miał nadzieje znaleźć magiczne krzesiwo. Po przeszukaniu obu kieszeni, zbladł jak ściana, bo okazało się że zostawił je na szafce w domu. W dniu, kiedy miał zostać stracony, zbudowano na placu głównym miasta wielką szubienicę. Zebrało się całe miasto. Obok okna jego celi przebiegał chłopiec, który zgubił but, dlatego cofnął się pod samo okno. Upatrując okazję, więzień rzucił się do krat i powiedział chłopczykowi, aby przyniósł mu z jego domu stare krzesiwo, a jeśli wykona jego polecenie, dostanie pięć srebrnych szylingów. Chłopiec zrobił, jak polecił mu żołnierz. Przybiegł do krat i wręczył skazańcowi to, o co prosił, a  w zamian dostał swoją zapłatę. Kiedy nastał ranek, wciągnięto skazańca na szafot i pozwolono, aby wygłosił swoje ostatnie życzenie, którym było zapalenie fajki. Uradowany żołnierzyk wyciągnął krzesiwko z kieszeni i po trzech uderzeniach, czekał na psy, które miały go uratować. Nic się nie stało. Kolejne trzy uderzenia- nadal nic. Wtem młodzieniec poczuł, jak zimno przebiega całe jego ciało od czubka głowy po koniuszki palców- to nie to krzesiwo! Kiedy założono mu stryk na szyję i wygłoszono treść oskarżenia, wydawałoby się, że jego los jest przesądzony. Wtem, jakby magia, król zmalał prawie o połowę swej wysokości, zeszczuplał w błyskawicznym tempie, a jego gładka skóra, zamieniła się w zasuszoną skórę staruszki. Młody żołnierz uświadomił sobie, że to Wiedźma, która przeżyła spotkanie z nim, przyszła, aby się na nim zemścić. W ostatniej chwili, za sprawą czaru, sprawiła, że kat zdębiał. Błyskawicznie pojawiła się przy żołnierzyku i zdjęła mu linę z szyi.

-To będzie twoją nauczką, że kto jest zuchwały, ten źle kończy, nie wrócę ci niczego, co straciłeś i przeklinam cię do końca życia, abyś był tułaczem i cierpiał za swe czyny. Zastanawiasz się pewnie, dlaczego krzesiwko nie zadziałało? Odebrałam mu moc, kiedy poprosiłeś chłopca o przyniesienie ci go, to ja nim byłam.

Stało się tak, jak powiedziała Wiedźma, do końca swych dni żołnierz był przestrogą dla tych, którzy chcieli wykazać się swą zuchwałością i chęcią tylko swego dobra. Zaś staruszka wróciła do swego drzewa, czekając na kolejne osoby, które mogła poddać próbie.

Łukasz Jurkiewicz

Klasa IIIA

 

MIT O POWSTANIU ŚWIATA

Dawno temu nie było świata, który znamy dziś. Kiedyś przypominał on małą drobinę piasku.

                Przez miliony lat rozszerzał się, aż powstał kosmos a w nim gwiazdy. Największą i najjaśniejszą z gwiazd była tak zwana Samotna Wilczyca. Czuwała ona nad powstaniem planet. Jednak, aby planety zostały spowiane roślinnością oraz istotami zamieszkującymi je, Wilczyca musiała przyjąć ludzką formę. Zmieniła się ona w piękną brunetkę o długich, falowanych włosach i błękitnych, niczym niebo, oczach. Ubrana była w szafirową sukienkę udekorowaną  gwieździstym niebem. Po swej przemianie wybrała jedną z wielu planet i nazwała ją Ziemia. Twórczyni była bardzo dumna z włożonej przez siebie pracy. Jednak stanowiło to dopiero początek jej dokonań. Na planecie, jak na razie, rozciągało się tylko pustkowie, na którym życie było niemożliwe. Wilczyca, widząc przepełniającą horyzont nicość, od razu zabrała się do pracy. Ze łzy, która popłynęła jej z oka, utworzyła morza i oceany. Bogini uznała, że już czas na rośliny. Rozłożyła ręce, zamknęła oczy i skupiła się. Po chwili pojawiły się lasy i łąki. Nadeszła pora na zwierzęta. Twórczyni pstryknęła palcami, nagle ujrzała stworzenia najróżniejszych gatunków. Jako ostatnich postanowiła powołać do życia ludzi. Wyrwała jeden ze swoich lśniących włosów i dała początek rasie ludzkiej.

            Wilczyca, nie chcąc, aby ludzie popełnili niewybaczalne błędy, odbywa codziennie spacer po niebie, obserwując ich dokonania. W dzień ukazuje się jako słońce, a w nocy zaś jako księżyc.

Nikola Daab

Poprawiony: środa, 10 grudnia 2014 18:00